Krew i ciała. To zobaczyłem kiedy dotarłem do lasu, gdzie była moja była wataha. Żałowałem, że wtedy akurat wybrałem się na polowanie w dalekie góry. Odbiegłem od tamtego miejsca. Te obrazy na pewno będą mnie długo prześladować. Biegłem dość długo. Z miesiąc błąkałem się po lasach, łąkach i innych terenach. Dotarłem do lasu, gdzie po środku siedziała jakaś wilczyca. Chciałem się wycofać, ale mnie usłyszała.
-Co tu robisz?-zapytała.
-Szukam watahy.
-To może dołączysz do mojej?
-Z chęcią.-powiedziałem.
,,Może znowu odnajdę szczęście'' pomyślałem.
sobota, 23 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
czwartek, 21 marca 2013
Od Zazadjiego i Czoti...
"Tajemnicze spotkanie"
Samotne drzewo
Zazdji:
Dzień był słoneczny. Spojrzałem w stronę samicy alfa, ale bałem się podejść i zapytać się czy opowiedziała by mi o tej watasze. Bałem się też, że jej partner będzie zazdrosny, dlatego nadal czekałem na odpowiedni moment
Czoti:
Spojrzałam w górę ku słońcu. Dzisiaj była wyjątkowo ładna pogoda, nawet upał. Siedziałam pod drzewem odpoczywając. Usłyszałam jakiś szmer niedaleko, więc się obejrzałam. Zobaczyłam szarą, skrzydlatą sylwetkę stojącą na polanie. Nic nie mówiłam. Chciałam sprawdzić nowego członka, więc czekałam na jego ruch.
Zazdji:
Obejrzałem się w stronę samicy. Słońce dawało taki blask na jej sylwetkę, że można było pomyśleć przez chwilę, że to anioł, ale otrząsnąłem się z myśli i zdecydowałem się w końcu do niej podejść.
Gdy zbliżyłem się do samicy alfa miałem wątpliwości czy się do niej odezwać, ale wziąłem się w garść i zacząłem nie pewnie:
-Cześć, jestem Zazdji.
Czoti:
Przyjrzałam się samcowi. Odrzekłam po chwili namysłu spokojnym tonem:
-Witaj.- powiedziałam nie ruszając się z miejsca.- Ja jestem Czoti.
Po chwili jednak wstałam i podeszłam bliżej do Zazadjiego.
Zazdji:
Przeszył mnie dreszcz, gdy samica wstała. Żeby nie pokazać, że jestem trochę poddenerwowany z lekkim uśmiechem opowiedziałem:
-Prawda, że słońce dziś nadzwyczaj mocno świeci?-po chwili kopnąłem się, jaką głupotę palnąłem, ale było już za późno. Czekałem cierpliwie na odpowiedz...
Czoti:
Spojrzałam w górę.
-Prawda.- popatrzyłam mu w oczy. Widać było, że nie jest sobą, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Zamknęłam oczy i po chwili delikatnie się uniosłam nad ziemię. Lewitując tak spojrzałam w dół na basiora. Czekałam, jak na to zareaguje, ale wiedziałam, że go trochę zatka.
Zazdji:
Spojrzałem w górę na waderę.
Prawda zatkało mnie to trochę, ale nie było potrzeby zachwycania się tym zjawiskiem.Spuściłem łeb w duł i westchnąłem.
Widać,że dziś nie da rady porozmawiać z Czoti, bo jak dla mnie to ona na razie się popisuje. Więc znów spojrzałem w górę i odwróciłem się w stronę by odejść ...
Czoti:
...rzekłam delikatnym głosem w stronę odchodzącego Zazadjiego:
-Wiedziałam, że kiedyś wrócisz.- uśmiechnęłam się lekko i zniżyłam się do ziemi podążając w kierunku basiora. Pierw przednie, potem tylne łapy opadły na ziemię. Stałam i czekałam na jego reakcję.
Zazadji:
Odwróciłem się w stronę wadery,
Uśmiechnąłem się i rzekłem
-Ty na zawsze pozostaniesz w moim sercu.
Spuściłem łeb i wzbiłem się w powietrze.
Czoti:
Nie podążyłam za basiorem. Wiedziałam, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Odwruciłam się i ułożyłam się pod jakimś drzewem. Resztę czasu spędziłam rozmyślając...
Zazadji:
I teraz będzie trochę dziwny ale bardzo interesujący koniec:
-O tym, ile wspaniałych dni ze mną spędziłaś.-odezwał się głos za pleców Czoti...
niedziela, 17 marca 2013
Ważna informacja!
Uwaga!
Zbliża się termin rozpoczęcia olimpiady. Żeby nie było później żalów, kilka przydatnych informacji:
1. By wziąć udział w olimpiadzie, trzeba pierw napisać historie dołączenia do watahy,
2. Każdy wilk otrzyma numerek.
3. Jeżeli ktoś nie będzie stosował się do (jeszcze nie gotowego) regulaminu, może zostać zdyskwalifikowany. Dopuszczalny jest jeden błąd.
Regulamin i projekt konkursu już niebawem, jeszcze przed końcem tego miesiąca. ;)
Zbliża się termin rozpoczęcia olimpiady. Żeby nie było później żalów, kilka przydatnych informacji:
1. By wziąć udział w olimpiadzie, trzeba pierw napisać historie dołączenia do watahy,
2. Każdy wilk otrzyma numerek.
3. Jeżeli ktoś nie będzie stosował się do (jeszcze nie gotowego) regulaminu, może zostać zdyskwalifikowany. Dopuszczalny jest jeden błąd.
Regulamin i projekt konkursu już niebawem, jeszcze przed końcem tego miesiąca. ;)
Historia Layly
Kiedy mój dziadek zamordował mi rodziców i miał zamiar zabić mnie wzbiłam się w powietrze.
-Wracaj!- krzyknął
Obróciłam się nerwowo i leciałam, leciałam przed siebie zastawiając się czy szukać jakiejś watahy czy też nie. Rozmyślałam tak kiedy usłyszałam grzmot, wystraszyłam się. Moje skrzydła przestały machać a ja spadłam.
Leżałam pół nie przytomna na trawie, obok mnie płynął strumyk. Próbowałam się do niego poczołgać, ale moje ciało było tak połamane, iż nie mogłam się ruszać.
-Zobacz!- usłyszałam niedaleko krzyk basiora.
-Biedna, pewnie spadła podczas burzy.- powiedział drugi basior.
Nic nie mówiłam, czekałam tylko na dalszy bieg wydarzeń.
-Musimy jej pomóc i zbadać w twojej ,,jaskini"- powiedział pierwszy z nich.
Po chwili obok mnie stali dwaj samce, pierwszy był czarno-złoty, drugi zaś biało- czarny.
Ten czarno-złoty delikatnie odchylił mój łeb.
Mhhhh...- jęknęłam
-Przepraszam, przynajmniej jesteś przytomna.- powiedział i uśmiechnął się słabo. W tym czasie drugi robił coś przy moich skrzydłach.
-Jak masz na imię?- zapytał czarno-złoty wilk.
-Layla...-mruknęłam.
-Ładnie, jestem Goldie- powiedział.
-Ałłłłlć!- powiedziałam, kiedy biało-czarny wilk klepnął w moją nogę.
-Przepraszam, opatrzę cię.- powiedział łagodnie. -A przy okazji jestem Lotus Flos.- powiedział, a ja coś poczułam, poczułam coś do niego...
-Nie trzeba- powiedziałam po chwili.
-Jak to?!- krzyknęli razem Goldie i Lotus.
-Pokarzę wam, tylko musicie położyć łapy na mojej głowie.-powiedziałam bardzo spokojnym tonem. Wykonali polecenie. Poczułam kłucie, oni zapewne też.
-Już.-powiedziałam i podniosłam się całkiem zdrowa. Patrzyli na mnie zdziwieni, uśmiechnęłam się.
-Co to było, co mnie kuło?-zapytał Goldie
Lotus patrzył na mnie a ja czytałam mu w myślach:
,,Co ona zrobiła? Już jest zdrowa i to dziwne kłucie?''
-Przeniosłam nas w czasie.- powiedziałam
-Co? W czasie! A moja partnerka, co z nią?!
-Spokojnie, przeniosłam nas o 12 minut. Wyobraziłam sobie mnie zdrową w przeciągu kilkunastu minut i zrobiłam to, co chciałam.
Goldie zadawał sobie takie pytanie: ,, Co to mogło być czy mam ją zapytać czy dołączy do naszej watahy?'
-Ale... To nam nie zaszkodziło, tak?- spytał Lotus nie pewnie.
-Nie, w ogóle.- odpowiedziałam.
-To, może dołączysz do naszej watahy?- zapytał w końcu Goldie.
-Bardzo chętnie.- odpowiedziałam.
-To lećmy, muszę przedstawić Cię Czoti- powiedział Goldie i wzbił się w powietrze.
-Dobry pomysł.- przytaknął Lotus i wzleciał.
-Dobrze, prowadźcie!- powiedziałam i poleciałam za nimi.
-Wracaj!- krzyknął
Obróciłam się nerwowo i leciałam, leciałam przed siebie zastawiając się czy szukać jakiejś watahy czy też nie. Rozmyślałam tak kiedy usłyszałam grzmot, wystraszyłam się. Moje skrzydła przestały machać a ja spadłam.
Leżałam pół nie przytomna na trawie, obok mnie płynął strumyk. Próbowałam się do niego poczołgać, ale moje ciało było tak połamane, iż nie mogłam się ruszać.
-Zobacz!- usłyszałam niedaleko krzyk basiora.
-Biedna, pewnie spadła podczas burzy.- powiedział drugi basior.
Nic nie mówiłam, czekałam tylko na dalszy bieg wydarzeń.
-Musimy jej pomóc i zbadać w twojej ,,jaskini"- powiedział pierwszy z nich.
Po chwili obok mnie stali dwaj samce, pierwszy był czarno-złoty, drugi zaś biało- czarny.
Ten czarno-złoty delikatnie odchylił mój łeb.
Mhhhh...- jęknęłam
-Przepraszam, przynajmniej jesteś przytomna.- powiedział i uśmiechnął się słabo. W tym czasie drugi robił coś przy moich skrzydłach.
-Jak masz na imię?- zapytał czarno-złoty wilk.
-Layla...-mruknęłam.
-Ładnie, jestem Goldie- powiedział.
-Ałłłłlć!- powiedziałam, kiedy biało-czarny wilk klepnął w moją nogę.
-Przepraszam, opatrzę cię.- powiedział łagodnie. -A przy okazji jestem Lotus Flos.- powiedział, a ja coś poczułam, poczułam coś do niego...
-Nie trzeba- powiedziałam po chwili.
-Jak to?!- krzyknęli razem Goldie i Lotus.
-Pokarzę wam, tylko musicie położyć łapy na mojej głowie.-powiedziałam bardzo spokojnym tonem. Wykonali polecenie. Poczułam kłucie, oni zapewne też.
-Już.-powiedziałam i podniosłam się całkiem zdrowa. Patrzyli na mnie zdziwieni, uśmiechnęłam się.
-Co to było, co mnie kuło?-zapytał Goldie
Lotus patrzył na mnie a ja czytałam mu w myślach:
,,Co ona zrobiła? Już jest zdrowa i to dziwne kłucie?''
-Przeniosłam nas w czasie.- powiedziałam
-Co? W czasie! A moja partnerka, co z nią?!
-Spokojnie, przeniosłam nas o 12 minut. Wyobraziłam sobie mnie zdrową w przeciągu kilkunastu minut i zrobiłam to, co chciałam.
Goldie zadawał sobie takie pytanie: ,, Co to mogło być czy mam ją zapytać czy dołączy do naszej watahy?'
-Ale... To nam nie zaszkodziło, tak?- spytał Lotus nie pewnie.
-Nie, w ogóle.- odpowiedziałam.
-To, może dołączysz do naszej watahy?- zapytał w końcu Goldie.
-Bardzo chętnie.- odpowiedziałam.
-To lećmy, muszę przedstawić Cię Czoti- powiedział Goldie i wzbił się w powietrze.
-Dobry pomysł.- przytaknął Lotus i wzleciał.
-Dobrze, prowadźcie!- powiedziałam i poleciałam za nimi.
sobota, 16 marca 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)